Nowy Jork to kolejne miejsce na mapie świata, które miało bardzo duży wpływ na mnie i moje jedzonkowe zainteresowania.
Do Nowego Jorku, wyjechałam po raz pierwszy w 2003 roku. Najpierw, pojechałam na wakacje do Norwegii, do pracy sezonowej (zbierałam truskawki) i w ten sposób zarobiłam na mój pierwszy bilet do Stanów. Dużo słyszałam opowieści o Nowym Jorku, choć o dziwo głównie nieprzychylnych: że jest tam brudno, że śmierdzi, że są szczury w metrze, że nie ma słońca na ulicach przez zasłaniające je wieżowce. Była to moja pierwsza samodzielna, prawdziwa podróż poza Europę i zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale zaraz po przyjeździe zakochałam się w tej betonowej dżungli.
W Nowym Jorku mieszka Kasia, moja mama chrzestna, to właśnie do niej pojechałam w odwiedziny za pierwszym razem i to właśnie ona pokazała mi to niezwykłe miasto. Dziś Kasia mieszka w sercu miasta, koło Central Parku, wtedy jednak mieszkała w zupełnie innej części — na północy Manhattanu — tam był zupełnie inny klimat niż artystyczne Soho, czy biznesowy Down Town. Dzielnica latynoska — pełno ludzi na ulicach, dzielnica tętniąca życiem, mieszkańcy siedzieli na schodkach pod domami, uśmiechali się do siebie, żartowali, zagadywali, jedli i pili — jedna wielka wspólna impreza na ulicy — to był czad. Prawdziwą miłością do Nowego Jorku zapałałam, jednak kiedy Kasia zabrała mnie po raz pierwszy na południe Manhattanu, żeby pokazać mi Chinatown. Zaprowadziła mnie do jednej ze swoich ulubionych restauracji, która szybko stała się także moją ulubioną, (odwiedzałam tę knajpę za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam do Nowego Jorku, ale niestety, kiedy przyjechałam tam trzy lata temu, okazało się, że miejsce to już nie istnieje). To tam po raz pierwszy zjadłam prawdziwe chińskie jedzenie. Byliśmy w tej restauracji w kilka osób, każdy zamawiał coś innego, dzieliliśmy się i smakowaliśmy wszystkie potrawy: mogłam dzięki temu spróbować kilku różnych dań! W Nowojorskim Chinatown po raz pierwszy spróbowałam również Bubble Tea i choć na początku byłam lekko w szoku, jak można coś takiego pić (pić i przeżuwać w tym samym czasie!), to z każdym kolejnym łykiem smakowała mi coraz bardziej. Tam też pierwszy raz spróbowałam jedzenia chińskiego na wynos i choć pewnie teraz ten smak mniej przypadłby mi do gustu, to wtedy było to dla mnie coś niesamowitego, że można zamówić z dostawą do domu takie świetne jedzenie! Pamiętam do dziś, ten smak azjatyckich dań takeaway — zaczarował mnie na zawsze — to były krewetki z orzechami nerkowca i chrupiącymi warzywami na ryżu! Tam też po raz pierwszy też spróbowałam lodów Chocolate Chip Cookie Dough — Oh-My-God! — co to był za smak! Do teraz zdarza mi się je zjeść, pomimo tego, że mój gust trochę się zmienił i obecnie wydaje mi się jakbym jadła cukrową ulepkę, to warto czasem wrócić do tego wspomnienia. Moja mama chrzestna poczęstowała mnie też amerykańską mrożoną kukurydzą z masłem i solą – tak, to był szok! Nie była to kukurydza w kolbie, ale nie smakowała też jak kukurydza z puszki, była prosta w przygotowaniu a taka smaczna. Taką mrożoną kukurydzę można kupić też w Makro, jeśli jeszcze nie próbowaliście jej w takiej wersji, to sprawdźcie koniecznie.
Nowy Jork był marzeniem, czułam się jak dziecko, które jest pierwszy raz w sklepie z zabawkami, chciałam tam zostać na zawsze, chciałam tam zamieszkać i choć wtedy nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę, to właśnie jedzenie najbardziej mnie oczarowało, to ono sprawiło, że to miasto na zawsze zostanie w moim sercu.
Od tego czasu w Nowym Jorku byłam jeszcze kilka razy, (potem zaczęłam zwiedzać inne zakątki świata i kilka lat mnie tam nie było). Ostatni raz przyjechałam rok temu i to właśnie na podstawie mojej ostatniej wizyty zrobię mini przewodnik, co jadłam i co polecam zjeść na Manhattanie. Jeśli śledzicie mój Instagram, to pewnie już te miejsca znacie (jeśli jeszcze nie znacie mojego Insta, to bardzo serdecznie zachęcam do odwiedzenia mnie i zostania na dłużej).
MÓJ JEDZENIOWY NOWY JORK:
- Noodle Village — to knajpka w samym sercu Chinatown, słynąca jak sama nazwa wskazuje z kluseczków. Ich specjalność to zupy z makaronem i pierożkami (są do wyboru dwie wielkości zupy), pierożki robione są na miejscu, mają bardzo duży wybór smaków (i kolorów 😉), makaron też jest robiony przez nich, kluski są bardzo długie i cieniutkie, takie jak lubię najbardziej.
- Shu Jiao Fu Zhou Cuisine Restaurant Inc. — tu serwuje się jedne z najlepszych i najbardziej znane kluski z masłem orzechowym w Nowym Jorku. Mała i niepozorna knajpka usytuowana na skraju Chinatown serwuje to proste danie za jedynie 2 dolary. Byłam trochę sceptycznie nastawiona do tej potrawy, a jednak pozytywnie się zaskoczyłam, makaron był bardzo lekki, nie sklejał się, a zarazem był obtoczony w smakowitym lekko ostro-słodkawym sosie orzechowym. Innym flagowym i bardzo polecanym daniem z karty są ręcznie robione pierożki z wieprzowiną i szczypiorkiem, ciasto jest cienkie i delikatne, farsz wyrazisty i bardzo dobry, a cena również bardzo przyjemna — danie kosztuje także 2 dolary.
- Junzi Kitchen — to nowoczesna Chińska restauracja typu Fast Food. Ich założenie jest proste: ma być swobodnie, szybko i świeżo. W myśli chińskiej Junzi 君子 oznacza uczciwość, empatię i ciekawość — jest to również filozofia knajpy, którą starają się kierować we wszystkim co robią: od przygotowywana jedzenia, do tego, jak odnoszą się do świata. Zamówienia składane są przy kasie, można samemu wybierać elementy potrawy: rodzaj makaronu, ulubione składniki i dodatki, a na końcu pyszny sos.
- Joe’s Steam Riceroll — Na Nowojorskim Canal Street Market w Chinatown, można zamówić to niezwykłe danie. Rice Roll wygląda niepozornie, podawany jest na styropianowym talerzu i kosztuje 8 dolarów. Potrawa wygląda skromnie, natomiast smakuje niesamowicie — jak aromatyczna chmurka — ciasto ryżowe jest cieniutkie i rozpływa się w ustach, a pomiędzy warstwami ciasta znajdują się idealnie dobrane dodatki.
- NONONO Ramen — jest to restauracja na centralnym Manhattanie, ceny są wyższe i lepiej zarezerwować stolik, bo można stać w kolejce. Założeniem miejsca jest Ramen & Izakaya (czyli duży wybór przystawek, głównie szaszłyków yakitori). Ich ramen był bardzo dobry, gęsty i bogaty w smaku, a makaron cienki i lekko twardawy. Zasada funkcjonowania kuchni w tej restauracji bardzo przypadła mi do gustu — wykorzystują oni wszystkie elementy całego kurczaka, dzięki temu nic się nie marnuje — z mięsa powstają yakitori, a z kości baza pod ramen.
- Russ and Daughters — To miejsce z niezwykłą historią sprzedające przepyszne bajgle i kanapki z wędzonymi rybami. Od ponad 100 lat Russ & Daughters jest częścią historii Nowego Jorku oraz jednym z pierwszych miejsc z żydowskim jedzeniem w Ameryce. W 1907 r. Joel Russ wyemigrował do Stanów Zjednoczonych ze Strzyżowa w Polsce. Zaczął sprzedawać śledzie z beczki, tłumnie migrującym do Stanów, wschodnioeuropejskim Żydom, na Lower East Side. W 1914 r. otworzył swój pierwszy sklep, który w 1920 roku przeniósł na 179 East Houston Street, gdzie znajduje się do tej pory. W pracy pomagały mu trzy córki — Hattie, Ida i Anne — w 1935 roku zmienił nazwę na Russ & Daughters, wtedy był to bardzo odważny, postępowy gest i nowoczesna decyzja, ponieważ była to pierwsza firma w Stanach Zjednoczonych, która ma w nazwie „Córki” / „Daughters”. Obecnie Russ & Daughters ma cztery lokalizacje i prowadzone jest przez czwarte pokolenie rodziny.
- Pokéworks — Poké jadłam w kilku różnych miejscach w Nowym Jorku, ale to właśnie ta sieć knajpek z tym hawajskim przysmakiem najbardziej przypadła mi do gustu. Poké Bowl — to Hawajskie danie składające się, jak sama nazwa wskazuje (poké — po hawajsku „pokroić”), z pokrojonej marynowanej, surowej ryby podawanej na ryżu z różnymi dodatkami, takimi jak: świeże pokrojone mango, awokado, edamame, czy wakame. Najbardziej tradycyjne poké serwowane jest z tuńczykiem (aku), ale obecnie podaje się je z różnymi rodzajami ryb i owoców morza. Jest to pyszne i orzeźwiające danie, idealne na szybki i lekki lunch (ulubione mojej Mom <3). W Pokeworks można wybrać też różne warianty tej potrawy — Poké Burrito w wersji zawiniętej w nori; oraz Poké Salad — bez ryżu, natomiast ze świeżą zieloną sałatą.
- Flip Sigi — to pierwsza w Ameryce Filipińska Taqueria. Ta mała knajpa, na West Village, prezentuje zupełnie nowe podejście do kuchni Filipińskiej, tworząc Filipińsko-Amerykański fusion. Serwują tam między innymi takie potrawy jak: tacos, burritos, bao, bowle i burgery. Jedzenie jest świeże i proste, ale z bardzo ciekawymi i czasem zaskakującymi połączeniami smaków, jest to na pewno interesująca i warta sprawdzenia kuchnia fusion.
- Matsu Sushi — To miejsce pokazała mi moja mama chrzestna, podają tam podobno najlepsze nogi Kraba Królewskiego w Nowym Jorku. Co prawda nie mam porównania, czy faktycznie są najlepsze, ale mogę zapewnić Was, że są przepyszne!
- Bar Pa Tea — jak już pewnie wiecie, kocham Bubble Tea, a połączenie Bubble Tea z lodami to już jakiś smakowy obłęd. Bar Pa Tea serwuje lody o smaku herbaty z dodatkiem perełek tapioki. Mają też różne sezonowe ciekawe smaki i kolory.
- Boba Guys — jest to amerykańska sieciówka z bardzo dobrą Bubble Tea, ja byłam na Canal Street Marketplace, tym samym, na którym znajdziecie Joe’s Steam Riceroll. Boba Guys stawia na smak, jakość i transparentność.
- Sweet Moment NYC — mała i kameralna kawiarnia na Chinatown z sympatycznym klimatem i totalnie KAWAII kolorowymi kawami i herbatami, z obrazkami misiów, kotków i króliczków.
- LROOM Cafe — To jedno z najbardziej Instagramowych miejsc na Manhattanie, co oznacza, że… oczywiście musiałam tam pójść. Jest to kawiarnia o przewodniej tematyce kwiatowów we wszystkich postaciach, w której można zobaczyć, dotknąć, powąchać, a nawet posmakować kwiatów. To sprawia, że serwowane tam napoje i desery dają wyjątkowe wrażenia smakowe i estetyczne. Dodatkową atrakcją jest na przykład kawa z drobinkami złota albo deser w gigantycznej wacie cukrowej i oczywiście można tam wypić lemoniadę pełną kwiatów. Miejsce jest miłe i bardzo fajnie urządzone, jedzenie i picie są dobre, ale niestety nie wybitne, a ceny wysokie; warto się przejść, dla doskonałego zdjęcia na Instagram.
W tym roku też wybierałam się w odwiedziny do Kasi, próbować kolejnych pysznych potraw i odkrywać nowe miejsca. Chciałam zobaczyć też nową ekspozycję w Museum of Modern Art, w której znajduje się dużo więcej prac kobiet artystek, niestety koronawirus pokrzyżował mi plany… Teraz z niecierpliwością czekam, aż będzie można znów podróżować, a na razie zostaje tylko oglądanie starych zdjęć, wspomnienia i zwiedzanie online.
























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz